Kategorie: Wszystkie | Kot Patapon | Mała Bieda | Małe koty
RSS
sobota, 04 kwietnia 2009

Kotek Rudziaszek upodobał sobie ostatnio małe pudełko, które stoi w kuchni. Wskakuje do niego, siada grzecznie i czeka na jakieś jedzenie. Chyba wydaje mu się, że jak tak usiądzie w tym małym pudełku, to sam wygląda na małego, głodnego kota i szybciej coś wyprosi. Ale nas nie oszuka, grubas jeden ;)

poniedziałek, 30 marca 2009

Kocia bieda jest dziewczynką. Dostała dziś antybiotyk, coś wzmacniająco-przeciwbólowego oraz została odrobaczona. Następna wizyta w środę. Rano nie chciała za bardzo jeść, ale potem skusiła się na kęs puszkowego i parę kawałeczków mięsa. Natomiast wieczorem, jak wróciłam do domu, zobaczyłam, że opróżniła miseczkę, w której zostawiłam jej kurczaki. Podałam jej jeszcze trochę żołądków, które zjadła z chęcią.

Na razie jest bardzo grzeczna, siedzi cichutko pod prysznicem i na nic nie narzeka. Przemywam jej oczka i nosek ciepłą wodą i chyba jej się podoba. Już zaczyna nadstawiać główkę do głasków, ugniata posłanko i stara się mruczeć! Po zakończeniu leczenia poszukamy jej dobrego domku, bo jak już zakosztuje wygodnego życia, to na pewno nie będzie chciała wrócić na podwórko.

niedziela, 29 marca 2009

Pod balkonem mieszkały sobie kotki. Było ich tam kiedyś cztery, ale niedawno jeden zniknął. Dokarmiam je od paru dni regularnie i zauważyłam, że jeden kotek jest bardzo biedny - wychudzodzony strasznie - sama skóra i kości. Na dodatek zakichany cały. Postanowiłam, że wezmę go do weterynarza, ale że w weekend wet zamknięty, to odkładam sprawę do poniedziałku.

Dziś podczas karmienia Arczi zasugerował, żeby właśnie teraz zgarnąć tego biedaka: skoro i tak muszę go na jutro złapać. Nie mam wprawy w łapaniu kotów, ale to nie powinno byc trudne, pomyślałam. Zwłaszcza, że ten biedak podchodził do mnie. Wzięłam go na ręce i chciałam zanieść już do domu, ale nie trzymałam go za mocno (jest taki chudy, balam się, że go zgniotę) i zwiał. Na szczęście potem przekonałam go mięskiem, żeby znów podszedł i tym razem zapakowałam do kontenerka.

Wypuściłam go w łazience i natychmiast wskoczył na zlew, potem na półki i wszystko postrącał. Narobił niezłego bałaganu i zbił kubek, w którym stały szczoteczki do zębów. Na szczęście wszystkie perfumy mają flakony z grubego szkła, a reszta kosmetyków z plastiku. Sprzątnęliśmy ten bałagan, a kota zamknęliśmy pod prysznicem, żeby nie szalał za bardzo.

On jest dość dziki, tylko nie ma siły pokazać tego. Na razie leży na szmatce, wcześniej zjadł z mojej ręki trochę kurczaka. Ciężko oddycha, ma zatkany nosek, no i jest zdenerwowany. Jutro zaniosę go do weta i zobaczymy jak można mu pomóc.

środa, 25 marca 2009

A jednak dobrze, że dziś padał śnieg! Takie piękne kotki ktoś stworzył na murku przed bramą główną Politechniki Gdańskiej:

Kotki zwracały na siebie uwagę i wiele osób, podobnie jak ja, robiło im zdjęcia telefonami.

niedziela, 22 marca 2009

Kot Patapon chyba nie zauważył przyjścia wiosny. Co prawda z balkonu można teraz podziwiać więcej ptaszków, ale są one tak samo niedostępne, jak były. Słońca za dużo też nie ma, a jak już jest, to miauczak spędza dzień wylegując się w łóżku. Naciąga na siebie kołdrę i śpi:

czwartek, 19 marca 2009

Chciałabym, żeby Kot Patapon miał towarzysza do zabawy. Ostatnio nie podoba mu się żadna z jego zabawek. Kusi jeszcze tylko futerko na sznurku, ale to ja muszę nim poruszać i zazwyczaj kończy się ta zabawa atakiem na moje ręce. Niedługo kończę szkołę i nie będę miała tyle czasu, żeby bawić się z Rudziaszkiem - zanudzi się biedak. Dwa koty na pewno by sobie jakoś z nudą poradziły.

Bardzo usilnie proszę Pana, żeby zgodził się na dokocenie, ale on jest bardzo oporny. Już wydaje mi się, że jestem bliska celu, gdy znów słyszę stanowcze NIE. Ale nic to, będę dalej próbować...

 

piątek, 13 marca 2009

Pożyczyłam na weekend od koleżanki taki fajniejszy aparat celem przekonania się, czy to ja nie umiem robić zdjęć, czy nasz aparat jest do kitu. Wcześniej sięgnęłam po książeczkę, w której opisane są podstawy fotografowania, żeby mieć jakąś ogólną wiedzę, gdy już będę miała taki sprzęt w ręku.

Kot Patapon stał się oczywistym celem mojego polowania z aparatem. Nie jest on typem modela, więc z rozdrażnieniem przyjął moje zainteresowanie i bezustanne pstrykanie aparatu. Najczęściej zmykał jak tylko mnie z aparatem zobaczył, ale parę razy udało mi się go zaskoczyć.

Okazuje się, że po paru chwilach spędzonych przy lekturze małego poradnika oraz będąc w posiadaniu lepszego aparatu (choć jeszcze nie lustrzanki) można zrobić dużo zdjęć przeciętnych/złych oraz tych parę dobrych (w moim mniemaniu laika). Niestety podejrzewam, że moim aparatem takich zdjęć bym nie zrobiła:

Dziękuję koleżance Agacie :D

wtorek, 10 marca 2009

Ulubionym miejscem Kota Patapona jest miejsce u Pana na kanapie. Zeby to miejsce zapewnić, należy usiąść w szczególny sposób robiąc takie gniazdko między nogami, a kot zaraz się tam załaduje. W miejscu tym można sobie poleżeć, wymyć się, obejrzeć wiadomości albo film i oczywiście wybawić, co jednak kończy się dla Pana pogryzieniem czy podrapaniem.

Co ciekawe, gdy ja zaoferuję kotu takie samo miejsce u mnie, wcale nie jest to dla niego kuszące.

wtorek, 03 marca 2009

Wczoraj wszystko poszło tak pięknie z tabletką, że dziś nie spodziewałam sie jakichkolwiek kłopotów. Niestety Kot Patapon zmienił zdanie co do tych tabletek - nagle stały się ble i fuj.

Rudziaszek najpierw grzecznie odmówił pierwszej pasztetowej kulki, więc wepchałam mu ją siłą, co poskutkowało szybkim wypluciem i zaślinieniem. Po kilkukrotnych próbach wmuszenia kuleczek z tabletką odpadałam i zajrzałam na forum miau, aby poszukać innych pomysłów na podanie lekarstwa. Niestety wszystkie zawiodły: nie pomogło ukrycie w masełku ani w szyneczce, ani w wydrążonym przysmaku, ani zmieszanie ze śmietanką czy kocią puszką; cały czas było ble!

Zrezgynowana spróbowałam nawet usiąść na kocie celem unieruchomienia i bardzo brutalnie wcisnąć mu do pyszczka te tabletki, ale i to, mi się nie udało, mimo iż próbowałam kilkakrotnie :(

Efektem tych starań mamy zmarnowane 2 tabletki i kota z traumą... Jutro idziemy do weta...

poniedziałek, 02 marca 2009

Jak już wspominałam, Kot Patapon ma robaczki. Wyszło to na jaw w sobotę, kiedy po pysznej kolacji - sparzonej wątróbce - zwrócił posiłek wraz z jednym lokatorem na dywan. Swoją drogą to ciekawe, mamy w domu jeden jedyny dywan, w łazience, a to już drugi raz jak został zarzygany przez Rudziaszka. Widocznie sądzi, że z dywanu łatwiej posprzątać niż z podłogi. Inna śmieszna sprawa: te glistki pewnie mieszkają w kocie od jakiegoś czasu, ale nie ujawniały się - choćby w kuwecie - aż do soboty. Widocznie nie podpasowała ich delikatnym przełykom jakaś tam wątróbka.

U weta dostałam 4 tabletki na robaczki - 2 podam teraz, a 2 za 2 tygodnie. Dziś podawanie poszło mi bardzo sprawnie, gdyż zastosowałam sprawdzoną i poleconą na forum miau metodę, mianowicie przemyciłam lek w kuleczkach z pasztetowej. Kot Patapon przełknął je bez problemów i być może nawet nie był do końca świadomy, dlaczego tak mu wpycham do pysia ten zabroniony na co dzień smakołyk ;)

POMÓŻ